Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
137 głupoty po długiej absencji

137 głupoty po długiej absencji

Miałam nic nei pisac, oduzaleznic sie od bloga, ale to jest takie trudne. Niby w koncu odblokowali ebloga i moge juz tam pisac notki. Jednak przez to, ze tu staram sie nie zagladac, obawiam sie, ze zaczne tam pisac o moim wnetrzu. I stane sie posmiewiskiem wszystkich. Juz teraz czasem tam pisze o jakis smutach. I potem leca teksty, ze sie emo-kiduje. To, co zaraz napisze w notce mialam wlasciwie napisac tam, zeby kazdy wiedzial... ale... posypały by sie teksty, ze co ze mna jest, ze mysle o samobostwie. Tak mnie jakos ostatnie notki choice na ten temat do tego skłonily. Nigdy o tych chyba nikomu nei mowilam. Moze na tym blogu kiedys przebakiwałam. Heh, teraz to pewnie bedzie wygladało, ze tak jak ona chce sie przedstawic jako bardzo załamane dziwciątko. Porażka. Nie wiem.... Nie mowie tu o Tobie, kochana. Raczej o sobie, jako żałosnej osobie probojacej na siłę Cie naśladowac


Kocham swoich rodziców
wiem, ze oni zawsze sie beda o mnie martwic
ze zawsze beda pragneli dobra dla mnie
zeby zylo mi sie lepiej
zebym nie byla smutna
ze czasem na mnie krzycza i sie czepieja, ale robia to jadnak dla mnie
kocham ich, ze sie z nimi kloce
ze z ojcem prawie nie rozmawiam
ze czasem sa dla jak ktos obcy
ze jednak mam swiadomosc, ze jestem dla nich całym światem, podobnie jak moja siostra, brat i oni sami dla siebie nawzajem
ze bezemnie ich świat by sie zawalil
kocham ich za to, ze maja problemy ze zdrowiem
ze ojciec nie moze sie denerwowac
ale caly czas denerwuje sie byle błachostkami
ze mama NA PRAWDE nie ma talii i jest zakompleksiona
ze znowu wyskoczylo jej dziwne uczulenie na twarzy
I chyba tylko ta milośc utrzymuje mnie przy zyciu. Zawsze mialam swaidomosc, ze moje znikniecie bedzie dla innych cos znacyzlo. Ze posypia sie plotki, notki w gazetach, moze info w telewizji. Teraz to mnei jakos nie rusza. Od zawsze chcialam byc slawna, zeby wszyscy o mnie mowili, wiec fakt, ze byłoby o mnie głośno nie jest dla mnie niczym złym. "nie wazne co pisza, wazne ze pisza w ogole", ja mawiał Salvador Dali. Ale sa jeszcze rodzice. To by ich zabiło. I tak sa zdruzgotani. Pogrzeb i te wszstkie oplaty - to wiele kosztuje. Maja tyle długow i pozyczek. Nie moglabym tego zrobic. W sumie, to dobrze, ze mam ich przy sobie, tak przynajmiej moge zyc. Pewnie jeszcze keidys podziekuje im za ta miłośc, ze dzieki im sie nie zabiłam. Chociaz... ja nie wiem po co w ogole zyje. Moze kiedys bedzie mi po prostu latwiej to zrobic. Czasem chcialabym, zeby ich nei było. Nie mialabym chwili do stracenia. Na ASP tak cholernie trudno jest sie dostac. Nie mam zadnej "karty ratunkowej"... nie wiem, co bede dalej robic... Marzenia? Boze, one sa neiosiagalne! Tylko idiotki pragna byc mega sławnymi gwaizdkami. Moze to zabrzmi smiesznie, ale ja podziwiam Paris. Dlaczego? Bo jest sławna. Nie obchodza mnie jej skandale itp. Po prostu uwielbiam ludzi sławnych. Mimo, ze nei czytam glupich gazet i pudelkow. Po prostu sława, to dla mnie jedyny sens zycia. Tak mi sie w głowie ułożyło i juz. Nic tego nie zmieni. Moda. Vivienne Westwood. Tez skandalistka. Tak bardzo chcialabym byc projektantka mody, dyktatorka. Zeby moja marka byla tak znana jak prada, czy chanel. Głupa jestem? Próżna? wiem o tym doskonale. Ale nie moge tego zmienic. Taka jestem i juz. Przez cale zycie udawalam, teraz zdanie innych mam gdzies... a przynajmniej staram sie. BOZE. Ja przepraszam, ze znowu pisze taka pochrzaniona notke! Staram sie byc sobą. Tyle sie naudawalam... Nawet nie wiecie, jaka radosc ostatnio mi sprawia, keidy powiem cos przy znajomych... takiego... innego, wlasnego. Kiedy mam odwage wyrazic wlasne zdanie. Nie mysle o tym, co powiedza inni. Jest moje i juz, niepodoba sie? trudno. Nigdy tak nei mialam. Zawsze chcialam sie przypodobac innym. Te sporadyczne momenty, kiedy NA PRAWDE robie co chce (a nie tylko na przekor, co tez sie zdarza), sa dla mnie niczym zamrazarka dla lodów. A keidy ktos podziela moje zdanie, dodaje mi to skrzydeł. Takich... motylich... motyle skrzydła... Pewnie nie wiecie o co chodzi, dla mnie jednak, motyle skrzydla znacza wszystko. Kiedys wspominalam o tym tutaj. nie pamietam jednak w ktorej notce i nie chce mi sie sprawdzac. Motyle skrzydla moja moje wyimaginowane stworzenia. Stworzenia zyjace na odległej planecie. Dorastaja one na Ziemi, wsrod ludzi i ich larwy wygladaja, jak my wszyscy. Potem zmieniaja sie w poczwarke i po przebudzeniu sa zabietane Tam. Nigdy nie wracaja. Kiedys, jeszcze w zeszłym roku wierzylam, ze jestem takim stworzeniem. W okolicach osiemnastki jakos coraz rzadziej o nich myslalam. Teraz juz niemal zapomniałam. To tak jakby... jakbym dorosła. Przestała myslec o dziecinnych wyobrazeniach...

Motyle skrzydła...
yachiru 4/05/2009 17:50:36 [Powrót] Komentuj